G.K. Chesterton - Mędrcy
Chodźmy tam lekko, w deszczu, śniegu,
gdzie na modlitwę człowiek kroczy,
droga jest taka prosta w biegu,
że łatwo można ją przeoczyć.
Nauczyliśmy się wnikliwości,
nad zagadkami głowę łamiemy,
znamy labirynt aż od młodości,
trzema mędrcami będąc z przeszłości,
wszystkie już rzeczy prócz prawdy wiemy.
Krążymy wkoło krokiem zmąconym,
las zgubiliśmy między drzewami,
nazw trudnych długie poznając strony,
i służyliśmy bożkom szalonym –
– tym furiom zwanym Eumenidami.
Przez bożków gwałtu welon nam zdjęty,
z nim filozofia z wizji jasnością,
Wąż, co złem ludzi oplótł zawzięty,
zjada swój własny ogon przeklęty
i wszystkim głosi że jest Wiecznością.
Chodźmy w pokorze – zamieć sroga,
ściszając głosy, z lampą w dłoni,
tak bardzo prosta jest ta droga,
że potrafimy ślad uronić.
Straszne oblicze ziemi szerokiej
jutrzenki jasność oślepia zdrowa,
idziemy w świetle zdumionym krokiem,
bo to zbyt wielkie by objąć wzrokiem
i nazbyt proste by ująć w słowach.
Dziecię co było przed światem całym
(a teraz przyszło pod próg nasz prawie,
wystarczy rygiel otworzyć mały),
słońce i księżyc Mu się kłaniały –
– siano dziś służy Jego zabawie.
Ten dom co daje nam łączność z niebem,
nigdy nie igra się tu słowami,
dom dawny nasz jest w każdą potrzebę
i Miłosierdzie jest tutaj chlebem
a Honor mocny jest niczym kamień.
Chodźmy w pokorze nieb, co nisko
zeszły wraz z Gwiazdą w groźnej chwale,
dlatego Żłóbek jest tak blisko,
abyśmy mogli zajść najdalej.
Słuchaj jak niczym śmiech, ryk lwa brzmiące
głośne wołanie wkrąg się rozchodzi
i całe niebo woła wraz drżące,
bo Bóg, sam Bóg nam dziś się znów rodzi,
jesteśmy małe dzieci idące
w śniegu zamieci, w deszczu powodzi.
06:04