Miesiąc Luty poświęcony ku czci Matki Boskiej Bolesnej - dzień 5
Źródło: Arka pociechy 1880
Kto pragnie żywe w sercu swoim przechowywać do Przenajświętszej Panny nabożeństwo, powinien często Jej Boleści rozpamiętywać. Nimi to bowiem pozyskała Ona te niezmierzone zasługi swoje przed Bogiem, które po Zasługach Męki Pańskiej są największym Skarbem Kościoła; przez nie stała się najpodobniejsza do Boskiego Syna Swojego i przez nie dostąpiła tytułu Współodkupicielki rodu ludzkiego, jak ją Ojcowie Święci nazywają.
Święty Alfons Liguori, zachęcając dusze pobożne do nabożeństwa do Matki Bolesnej, przytacza dwa następujące objawienia. Jedno, w którym Pan Jezus tak przemówił do pewnej duszy Błogosławionej: „Drogimi są w oczach moich łzy wylane nad rozmyślaniem Męki Mojej; lecz tak kocham Matkę Moją, że gdy kto rzewnie rozpamiętywa Jej Boleści, jeszcze Mnie to więcej ujmuje“.
Drugie objawienie przytoczone przez tegoż Świętego jest następujące, a wyjęte z najpoważniejszych podań pierwszych wieków Chrześcijaństwa: Wkrótce po Wniebowzięciu Przenajświętszej Panny Święty Jan Ewangelista ujrzał Pana Jezusa i Matkę Bożą, proszącą Go o szczególne Łaski dla wszystkich mających nabożeństwo do Jej Siedmiu Boleści. Chrystus Pan zadość czyniąc Jej prośbie przyrzekł:
Że ktokolwiek uciekać się będzie do Zasług Boleści Matki Bożej i przez nie prosić będzie o potrzebne Łaski, może być pewnym, iż nie umrze bez szczerej pokuty za grzechy.
Że uwolnionym będzie od przerażenia i ucisków wewnętrznych, ostatniej godzinie życia zwykle towarzyszących.
Że będzie miał Łaskę serdecznego nabożeństwa i do Męki Pańskiej i za to szczególną nagrodę otrzyma w niebie.
Na koniec, że wszyscy pobożną cześć oddający boleściom Matki Przenajświętszej mieć Ją będą za swoją szczególną Panią i Władczynią, i że Marya nimi rozporządzać będzie według Najmiłościwszej Woli Swojej w sposób szczególniejszy.
Wyżej przytoczony Św. Alfons dodaje w końcu, że różne poważne dzieła liczne przytaczają przykłady i wypadki na stwierdzenie tego podania.
Duszo pobożna weź to do serca twego.
Uwaga o odpustach.
Źródło: Głos duszy 1881;
Odpusty. Podręcznik dla duchowieństwa i wiernych opr. X. Augustyn Arndt 1890r.
Benedykt XIV, sławny i uczony papież, polecał Brewem d. 16 grudnia 1746r., bardzo gorąco rozmyślanie, i bardzo słusznie, mało bowiem jest ćwiczeń pobożnych, z których by Chrześcijanie mogli czerpać skuteczniejsze środki do zapewnienia sobie wytrwania i postępu w cnotach.
„Dajcie mi kogoś, który co dzień choć kwadrans poświęca rozmyślaniu powiedziała Św. Teresa, a ja mu obiecuję Niebo“.
Odpusty:
1) Zupełny raz na miesiąc w dzień dowolnie obrany, jeśli kto przez miesiąc co dzień rozmyśla przez pół godziny lub przynajmniej przez kwadrans. Warunki: Spowiedź, Komunia Święta i modlitwa pobożna na zwyczajne intencje.
2) 7 lat i 7 kwadragen za każdy raz, gdy kto w kościele lub gdzieindziej, publicznie lub prywatnie, naucza innych o sposobie rozmyślania, albo gdy kto tej nauki słucha. Warunek: Spowiedź, Komunia Święta za każdym razem.
3) Odpust zupełny raz na miesiąc w dniu dowolnie obranym, gdy kto pilnie naucza, albo się dał pouczyć. Warunki: Spowiedź, ilekroć z sercem skruszonym przyjmą Komunię Świętą i modlitwa na zwyczajne intencje. (Benedykt XIV. Brew. dn. 16 grudnia 1746r.)
Wszystkie te odpusty można ofiarować za dusze wiernych zmarłych.
Pobożne ćwiczenie na cześć Matki Boskiej Bolesnej w Wielki Piątek i inne piątki roku.
Odpusty: 1) Odpust zupełny dla tych, którzy we Wielki Piątek w czasie od (około) godziny trzeciej po południu aż do godziny 11. rano w Wielką Sobotę zajmują się publicznie lub prywatnie przez godzinę albo przynajmniej przez pół godziny rozmyślaniem lub pobożnymi modlitwami, współbolejąc nad boleściami Najświętszej Panny po śmierci Zbawiciela. Odpust ten zyska się w dniu, w którym czyni się zadość obowiązkowi wielkanocnemu.
2) Odpust 300 dni w każdym tygodniu, gdy kto podobne ćwiczenia odprawia przez godzinę lub pól godziny w czasie od 3. godziny po południu w piątek aż do rana niedzieli.
3) Odpust zupełny co miesiąc w jednym z ostatecznych dni dla tych, którzy w tydzień nabożeństwo to odprawiali.
Warunki: Spowiedź i Komunia Święta.
(Pius VII Reskr. Sekret. Memoryał. 24 25 lut. i 21 marca 1815, najprzód na 10 lat, potem Reskr. Św. Kongr. z 18 czerwca 1812 na zawsze).
WEZWANIE DO DUCHA ŚWIĘTEGO
V. Racz przyjść Duchu Święty i napełnić serca wiernych Twoich.
R. A ogień Miłości Twojej racz w nich zapalić.
V. Ześlij Ducha Twego, a będą stworzone.
R. A cała ziemia będzie odnowiona.
V. Módlmy się: Boże! Światłem Ducha Świętego serca wiernych nauczający, daj nam w Tymże Duchu poznawać co jest dobrem, i zawsze obfitować w pociechy Jego. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, Który z Tobą i z Duchem Świętym żyje i króluje, Bóg w Trójcy Świętej Jedyny na wieki wieków.
R. Amen.
DZIEŃ 5
CYKL I.
Ks. Józefa Raba TJ – Matka Bolesna
ROZWAŻANIE. MATKA, KTÓRA BOLEJĄC, SZUKAŁA DZIECIĘCIA JEZUS PRZEZ TRZY DNI. CZĘŚĆ II.
POSŁUCHAJ NAGRANIA: salveregina.pl/…Cykl-I.-Miesiac-Matki-Boskiej-Bolesnej-dzien-5.mp3
Dwunastoletni Jezus w świątyni, to zarazem radość i ból Macierzyńskiego Serca Maryi. Radość z tego, że po raz pierwszy ma Go u Swego boku w świątyni jerozolimskiej, że razem z Nim może się modlić i śpiewać, rozkoszować Służbą Bożą i chwałą swego narodu. On przy Niej: taki skupiony, rozmodlony, śledzący z rozrzewnieniem przebieg starotestamentowej liturgii. Może niejedna matka z zazdrością spogląda na ślicznego chłopca, pogrążonego w modlitewnej zadumie, właściwej wiekowi dojrzałemu...
Ale i boleść szarpiąca: oto w powrotnej drodze do domu spostrzega Marya Jego nieobecność.
Dziecięcia Jezusa nie ma. Niepokój ściskający serce, łzy gorące i żal nieutulony, szukanie wytrwałe przez trzy dni.
Zarówno Marya jak i Józef mieli świadomość, że za zniknięcie Dziecięcia Jezusa nie ponoszą odpowiedzialności, skoro w świątyni zwrócili się do Niego z bolesnym zapytaniem: „Synu, czemuś Nam to uczynił?" Obca była im oczywiście myśl, że Dziecię Jezus, przyszły mąż cierpienia, uczynił to, by rodzicom przysporzyć cierpień. Marya i Józef również nie lękali się ewentualności, że mógł zostać przechwycony przez soldateskę króla Archelausa, syna Heroda Wielkiego, gdyż rok przedtem król ten za swe okrucieństwa został zdetronizowany przez cesarza Augusta.
Św. Łukasz nie odsłania nam przeżyć Maryi i Józefa szukających zaginionego Syna. Uczucia tych Dwojga Osób najlepiej wyrazić słowami Pana Jezusa, który w jednej z przypowieści mówi o niewieście zapalającej świecę skrzętnie przeszukującej całe mieszkanie za zgubionym cennym przedmiotem (zob. Łuk. 15, 8).
Odtworzenie historycznych wydarzeń, jakie rozegrały się ponad dwa tysiące lat temu, uzupełnić trzeba wnioskami dla naszego życia wewnętrznego. Marya i Józef nie zgubili Dziecięcia Jezusa. Człowiek natomiast gubi Pana Boga często. Spośród licznych sposobów utracenia Pana Boga poświęcimy uwagę trzem najczęstszym wypadkom.
Utrata Pana Boga pozorna zachodzi wówczas, gdy dusza doświadczana jest takimi oschłościami i stanami opuszczenia, że nie „odczuwa" więcej bliskości Pana Boga. Nie może się wtedy człowiek pozbyć wrażenia, że Pana Jezusa utracił. Te męki duchowe stanowić mogą rzeczywistą karę ze strony Pana Boga: częściej są naturalną konsekwencją własnej opieszałości w Służbie Panu Bogu. W większości wypadków objawy te są niczym więcej jak dopustem, okresem próby, w której człowiek ma wylegitymować się duchem pokory, wyzbyć się pychy.
Po przetrwaniu jednej z takich czarnych nocy Św. Katarzyna Sieneńska zadała Panu Jezusowi pytanie: „Panie Jezu, gdzież przebywałeś, gdy ja uginałam się pod ciężarem opuszczenia?"
A Pan Jezus odpowiedział: „Byłem bliżej ciebie, niż ty sama siebie". W takich chwilach Pan Bóg jest bliżej nas niż kiedykolwiek indziej.
Utrata Boga rzeczywista i prawdziwa wtedy ma miejsce, gdy człowiek traci Łaskę uświęcającą wypieraną z duszy przez grzech ciężki. W duszy Pan Bóg nie może współistnieć z grzechem. „Jakaż jest łączność między sprawiedliwością a nieprawością? Cóż ma wspólnego światłość z ciemnością? Jakaż być może harmonia między Chrystusem a Belialem?" (II Kor. 6, 14-15). Dusza w stanie grzechu ciężkiego umarła dla życia Bożego, w Oczach Bożych jest martwa i, choć przez wiarę w dalszym ciągu należy do ciała Kościoła, nie należy, z braku miłości stanowiącej więź jedności, do duszy Kościoła Świętego. Podobna jest do suchej latorośli z przypowieści, odciętej od życiodajnych soków winnego krzewu (zob. Jan 15, 6). Taki jest stan wszystkich żyjących w grzechu śmiertelnym.
Znacznie cięższą jest jednak utrata Pana Boga absolutna i całkowita, równająca się zupełnej utracie Wiary. Wiara bowiem to coś w rodzaju złotego łańcucha ze spalającego nas z Panem Bogiem i Kościołem Świętym. Z chwilą, gdy ta więź zostanie zerwana, człowiek nie należy już więcej ani do duszy, ani do ciała Kościoła Świętego. Jednostka taka już nie wykrywa w sobie tęsknoty za Panem Bogiem, bo nie można miłować kogoś, w kogo się nie wierzy. Dusza pogrzebana została w najciemniejszym grobie, w grzechu niewiary. Kto utracił wiarę w Pana Boga, więcej stracić nie mógł. To są szczyty względnie najgłębsze otchłanie, w jakich pogrążyć się może człowiek.
Ilekroć grzech przesłoni nam Pana Jezusa, ilekroć Obecność Bożą wyprze z duszy grzech ciężki, nie zaniedbajmy modlitewnej ucieczki do Maryi. Ona wie najlepiej, co znaczy utracić Pana Jezusa. Nazywamy Ją słusznie Ucieczką grzeszników, Matką Miłosierdzia.
Matka Bolesna jest dla nas Matką Miłosierdzia, a Miłosierdzie to zaczyna świadczyć już od Kalwarii. Odtąd każda Łaska spływa na ludzi za pośrednictwem Maryi: Ona wzmacniała Apostołów w ich pracy. Ona wyjednała natchnienie Ewangelistom. Gdy zaś została wzięta do Nieba, tym bardziej opiekuje się nami i wyjednywa nam Miłosierdzie Boże.
Może mamy do zanotowania niejeden błąd w życiu, Marya pierwsza je opłakała. Może kto pogrążył się w grzech, Marya wyjednała mu Łaskę nawrócenia. Ile razy to powtarzało się, pozostanie tajemnicą Panu Bogu tylko znaną, ale jeżeli to było często, stawaliśmy się przedmiotem szczególniejszych zabiegów naszej Matki Miłosierdzia. Ona to włożyła w usta nasze słowa: „Jezu, ufam Tobie!" i oddaliła chwilę wielkiej kary. W Niebie się dowiemy o liczbie grzeszników wyrwanych przez Maryę z rąk sprawiedliwości, a wieczność powie, czy wyrok ten może nie był wydany i na nas. Czuła jednak Dłoń Matki Miłosierdzia spoczęła na Ręku Pana Jezusa, dzięki czemu On jeszcze raz cofnął wymiar kary. Zapewne wszystko pochodzi od Pana Jezusa Najmiłosierniejszego, lecz wszelka Łaska nam udzielona przychodzi do nas przez Maryę.
Matka Miłosierdzia pragnie przede wszystkim szczęścia dusz naszych, dla których tyle cierpiała wraz z umiłowanym Synem Swoim. Dlatego do biednych dusz, przeżywających chwile załamania i upadku, zniża się Macierzyńska Ręka Maryi, podnosi je, przywraca im upragniony pokój, dźwiga je na wyżyny życia Bożego.
Pewna dziewczyna sprawiała rodzicom swoim wiele trosk i kłopotu przez swoją lekkomyślność. Wreszcie porzuciła dom rodzicielski i zamieszkała z poznanym na wczasach mężczyzną w odległym mieście. Gdy po dwóch latach przyszło na świat dziecko, mężczyzna ów pozostawił ją i zniknął. Dziewczyna usiłowała popełnić samobójstwo, lecz w ostatniej chwili uratowała ją jakaś obca kobieta, która poczuła zapach gazu, ulatniającego się z mieszkania. Kobieta owa potrafiła tak wpłynąć na nieszczęsną dziewczynę, że pojednała się z Panem Bogiem, zawierzyła Matce Bożej i napisała list do swoich rodziców, donosząc im o swoim obecnym położeniu.
W bardzo krótkim czasie otrzymała polecony list, w którym ojciec tak do niej pisał: „Kochana moja Córko! Gdybyś mogła w tej chwili widzieć, jak ręka twego ojca drży z radości! A więc znalazłaś drogę do domu? Przekonałaś się o tym, jak ciężkie jest życie poza domem rodzicielskim? Zrozumiałą jest rzeczą, że możesz znów wrócić do domu. Natychmiast po otrzymaniu tego listu spakuj swoje rzeczy i wracaj do nas, jak szybko możesz, przyjmiemy cię w domu jako kochane nasze dziecko. Spiesz się, gdyż nie możemy się ciebie tutaj doczekać! Twój ojciec, który już teraz się cieszy, że ujrzy znów swoją córkę, a matka Twa, drżąca w domu w bolesnej trosce o swe dziecko" (Brems-Mosshamer).
Ileż otuchy wlewasz do serc naszych grzesznych ukochana Matko Bolesna, Matko Miłosierdzia! Jednocześnie ukazujesz nam drogę wiodącą do Skarbnicy Miłosierdzia Bożego. Wprowadź nas na tę drogę. Amen.
CYKL II.
Źródło: Matka Bolesna wzór dla cierpiących wolne tłumaczenie dzieła O. Fabera Oratorianina pod tytułem: „U Stóp Krzyża" przez O. Prokopa Kapucyna, 1895r.
ROZWAŻANIE. Odrębne cechy Boleści Przenajświętszej Maryi Panny.
POSŁUCHAJ NAGRANIA: salveregina.pl/…kl-II.-Miesiac-Matki-Boskiej-Bolesnej-dzien-5d.mp3
Odrębne cechy Boleści Maryi, nadające im właściwe znaczenie, są w ścisłym związku ze źródłami, czyli powodami Jej cierpień, które dopiero co rozważyliśmy. Chociaż uwyraźnią się one w dalszych naszych nad tym przedmiotem rozmyślaniach, gdy zastanawiać się będziemy nad każdą z Boleści Przenajświętszej Maryi Panny w szczególności, potrzeba wszelako przypatrzeć się im w ogólnym zarysie, aby zrobić sobie właściwe wyobrażenie o męczeństwie Maryi w jego całości. Posłuży nam to do lepszego zrozumienia różnych szczegółów tych Tajemnic z Życia Przenajdroższej naszej Matki Niebieskiej, gdy do nich przyjdziemy.
Pierwszą wtedy odrębną cechą Boleści Maryi było to, że trwały one przez całe Jej Życie, albo mało co mniej. Powszechnym pomiędzy pisarzami kościelnymi mniemaniem jest, że Przenajświętsza Panna do chwili Wcielenia, nie wiedziała że miała stać się Matką Boga. Być przeto może że do tej pory, chociaż obdarzona duchem prorockim, przewidywała, że czekają Ją w Życiu bardzo ciężkie cierpienia, wymagające po Niej nadzwyczajnej bohaterskiej cierpliwości, szczegóły wszelako mających spotkać Ją Boleści, nie mogły dość jasno przedstawiać się Jej już wtedy. Lecz gdy poczęła nosić w Dziewiczym Łonie Swoim Słowo Odwieczne Wcielone, wielka zmiana zajść w Niej musiała. Zjednoczoną wtedy została z Panem Bogiem w sposób tak szczególny, tak ścisły, tak określić się nie dający; posiadała pojęcie tak głębokie i właściwe o Tajemnicy Wcielenia, takie światło rozchodziło się dla Niej na najtrudniejsze dla nas ustępy proroctw biblijnych tyczących się Przyjścia Mesjasza — że nie sposób wątpić, żeby Męka Pana naszego nie przedstawiała się Jej mniej lub więcej wyraźnie, z trzydziestu trzema latami Jego ubóstwa, trudów, poniżeń, prześladowań od ludzi i żeby nie przewidziała była przed czasem, przynajmniej w głównych ich zarysach, i Swoich własnych boleści.
I to jest co najmniej o tern powiedzieć można, opierając się na zdaniu wielu najpoważniejszych i świętych pisarzy. Lecz co do nas, podzielamy zdanie tych, a również znakomitych i świątobliwych autorów, którzy nie zgadzają się na to żeby początek Boleści Maryi upatrywać dopiero w chwili proroctwa Symeona. Nie masz wątpliwości, że w owej chwili spodobało się Panu Bogu przedstawić Jej Oczom w sposób bardziej wyraźny całkowity obraz bolesnej przyszłości jaka Ją czekała, i że wtedy rozjaśnił przed Nią to widzenie w jaskrawszych już barwach. Że z Rozporządzenia Boskiego, słowa Symeona musiały wywrzeć na Matkę Bożą jak największe wrażenie i wprowadzić Jej błogosławioną duszę jakby w nowy stan, wywołany tak wyraźnym, a bolesnym proroctwem, wątpliwości nie ma. Lecz byłoby to czymś uwłaczającym czci jaka się należy Darom udzielonym Jej od chwili Wcielenia się w Jej Łonie Syna Bożego, przypuszczać, że w ciągu dziewięciomiesięcznego Jej zjednoczenia ze Słowem Odwiecznym, nie przewidywała już wyraźniej jak przedtem Swego powołania, Swego przeznaczenia do wyjątkowo ciężkich cierpień; żeby nie została przypuszczoną do dokładniejszego poznania sposobu w jaki ma się dopełnić sprawa odkupienia ludzi, i żeby nie miała pewności że i Sama napawać się będzie i to w jak największej mierze, z kielicha goryczy Swego Syna. W każdym razie, od chwili przepowiedni Symeona, jeśli nie od chwili Wcielenia, Cierpienia Maryi nie ustawały już aż do końca Jej życia. Jak wszystkie Cierpienia Pana Jezusa stały Mu na myśli przez całe Życie Jego: Boleść Moja przed Obliczem Moim zawsze (Ps 37 ,8); tak i Boleści Maryi od owej pory zaofiarowania Go właśnie na nie w Świątyni, nie schodziły już z Jej Oczów. Nie znała Ona tych chwilowych wytchnień, dozwolonych nam zwykle w najsmutniejszych kolejach życia. Cała Jej przyszłość roztaczała się przed Nią jakby pokryta kirem najboleśniejszych ciosów.
Najsmutniejsze koleje życia ludzkiego mają swoje przerwy, i w tych przerwach niezbędnej nam ulgi doznajemy. Kleszcze najsroższych strapień ściskających serce nasze, zwykle łagodzą od czasu do czasu, i dozwalają nam odetchnąć nieco swobodniej. W życiu najbardziej zachmurzonym smutnymi przejściami, bywają godziny, a nawet i dnie całe pogodne i słoneczne. Nieszczęście które niekiedy dotyka człowieka ledwie że nie przez całe jego życie, w pewnych czasach wydaje się jakby ustało na siłach, i jakby wyrzekało się swojej zdobyczy, nad którą długo się pastwiło. Lecz dla Maryi, cierpienie było jakby z najtwardszego żelaza obręczą, w którą być miało okute całe Jej życie. Nie było dla Niej najmniejszej ulgi, nie miała ani chwili wytchnienia; w Jej Boleściach nie było nigdy przerwy, nigdy w ich napływie zastoju. Boleść związana była jak najściślej z całym Jej Życiem, i dopiero koniec tego życia mógł Ją wyswobodzić od tego nierozerwalnego związku.
Męka Pańska nie była tylko smutnym zakończeniem życia przedtem od wszelkich trosk wolnego, ani pochmurnym zajściem słońca po dniu w którym chociaż chwilami przyświecało ono swym blaskiem. Nie była bolesnym i niespodzianym wyjątkiem po trzydziestu trzech latach, wśród zwykłych kolei ludzkich przebytych. Był to koniec odpowiadający swemu początkowi, była to cząstka ściśle związana z całością do której należała, było to właściwe zakończenie się życia wśród ciągłych cierpień spędzonego.
Toż samo i co do Boleści Maryi. Nie stanowiły one wyjątkowych i przemijających zdarzeń Jej przejścia po tej ziemi; nie były czymś nie odpowiadającym całej Jej przeszłości. Boleść była nieodstępną towarzyszką Jej Życia, tylko w pewnych porach, a zwłaszcza w ostatnich chwilach pobytu Jej Boskiego Syna między ludźmi, dochodząca do najwyższego możliwego dla istoty stworzonej stopnia. W rozważaniu też tych Tajemnic nigdy z pamięci tracić nie powinniśmy tego, że całe życie Maryi było poddane, a to w stopniu wyjątkowo wysokim, prawu cierpienia, prawu które ogarnąć musiało całą Istotę Tej, Która była Matką: Męża Boleści (Iz 53, 3), bo tak nazywa Pana Jezusa Pismo Święte.
Lecz Boleści Przenajświętszej Panny nie tylko trwały przez całe Jej Życie, ale prócz tego, wzmagały się ciągle. Im zwyklejszym stawało się dla Niej ich przewidywanie, tym srożej Ją one dotykały, tym okropniejszymi się przedstawiały. Co jednak nie sprzeciwiało się, nie przeszkadzało temu, że je Ona zawsze w całej ich rzeczywistości znała i oceniała. Albowiem im więcej się w nich zatapiała, im dłużej je rozpamiętywała, tym się one straszniejszymi, cięższymi i okrutniejszymi przedstawiać musiały. Tak jak tego, chociaż w stopniu bez żadnego porównania niższym, doświadczamy i na nas samych. Im częściej im pilniej i serdeczniej rozpamiętujemy czy to Mękę Pańską, czy Boleści Maryi, tym żywiej się nimi przejmujemy i coraz większego nabywamy światła do oceniania ich niezmierności. Jakże więc Boleści Maryi ciągle wzmagać się musiały Jej ciągłą pamięcią na oczekującą Jej Boskiego Syna Mękę, Jej bezustannym rozmyślaniem wszystkich tych Tajemnic, które miała Sobie przed czasem objawione! Jeśli my im dłużej, i pobożniej zgłębiamy Mękę Pańską, tym bardziej święcie Nią wzruszeni bywamy, czymże takowe bezustanne mienie tego na pamięci musiało być dla Matki Bożej, z której pojęciem tego wszystkiego i rozpamiętywaniem, żadne ani ludzkie, ani samych Serafinów pojęcie i rozmyślanie w porównanie iść nie może.
Czytamy w żywocie Świętej Magdaleny de Pazzis, że jej siostry zakonne, musiały kryć przed nią obrazy Męki Pańskiej, gdyż na widok ich wpadała w omdlenie, z którego trudno ją było wywieść. Czegóż doznawać musiała Przenajświętsza Matka, najżywszy obraz Męki Syna ciągle przed Oczyma mająca!
Wreszcie im bardziej zbliżało się ostateczne spełnienie się Tajemnic Odkupienia, tym się one okropniejszymi przedstawiały Maryi; im ciemniejszym stawał się cień przez nie rzucany, tern Ją bardziej przerażał. Gdy pierwsze wichry tej nawałnicy zaczęły kołysać Jej Sercem, przycisnęła Doń Pana Jezusa. Wydał się Jej piękniejszym jak kiedy, lecz nie było nadziei, żeby i Jego, a przez to i Siebie od tego co Ich czekało uchronić.
Może boleści bezbrzeżne i bez przystani otaczało Ją zewsząd. Nie wiedziała i nie miała innego schronienia i innej ucieczki, jak tenże bezdenny ocean: taką była Wola Pana Boga. A przez czas ten Pan Jezus stawał się co dzień piękniejszym, coraz to żywszą w Sercu Matki rozbudzającym Miłość. Już pierwsze lat dwanaście, spędzony z Nim w Nazarecie, Miłość tę podniosły były do stopnia, który wyobrazić sobie żaden ludzki umysł nie jest w stanie. Potem nadeszło lat osiemnaście cichego, ukrytego Życia Pana Jezusa w tejże błogosławionej mieścinie, w ciągu których każde Słowo Jego, każde spojrzenie, każdy akt uległości Matce, każdy objaw Jego ku Niej poszanowania i przywiązania, były to Tajemnice Boskie, tęż Miłość w Sercu Maryi coraz to potęgujące, tak że Marya żyła już nie w Sobie, lecz całkiem w Panu Jezusie całe Jej Życie przeszło było w Życie Pana Jezusa. Następnie nadeszły trzy lata Życia Apostolskiego Pana naszego, a wtedy jakimże się On przedstawiał Oczom Matki? Ileż tu znowu powodów do jakby nowej ku niemu Miłości, na jaką tylko Serce Maryi, zdolne Miłości przewyższającej miłość wszystkich Serafinów, zdobyć się mogło!
W miarę zaś jak coraz bardziej objawiała się Boska Piękność Pana Jezusa, a jak przez to wzrastała w Sercu Maryi miłość ku Niemu, tak w równymże stopniu wzmagać się musiały i Jej przewidziane przez Nią Boleści. Te bowiem trzy rzeczy: Świętość i Piękność Pana Jezusa, Miłość ku Niemu Matki i Jej Boleści były w nierozerwanym ze sobą związku. A stąd każda chwila, każdy czyn Zbawiciela, każda pociecha Macierzyńskiego Serca Maryi, patrzącego na to, co dokonuje Boski Syn Jej spełniając Boskie Posłannictwo Swoje na ziemi — wszystko to wzmagało coraz gwałtowniej Jej Boleści i już przed ich doznawaniem w rzeczywistości zadawało Jej Męki coraz to cięższe.
Jest to także jedną z odrębnych cech Boleści Maryi, że były to cierpienia nie Ciała, lecz Duszy, cierpienia nie tyle fizyczne, ile moralne. Nie żeby i Ciało Jej było wolne od nich, gdyż chociaż były to cierpienia tylko wewnętrzne, tak jednak były gwałtowne, tak wyjątkowo ciężkie, że musiały oddziaływać i na cały Jej organizm. Dobrze zaś wiemy z własnego doświadczenia, że cierpienia fizyczne nie łatwe są do przeniesienia, a gdy dochodzą do pewnego stopnia, są do niewytrzymania. I wtedy następuje po nich omdlenie, albo odejście od zmysłów, a niekiedy i śmierć. Nikt więc z rozsądnych ludzi, cierpień tego rodzaju lekceważyć sobie nie może. Jednakże któż nie przyzna, że cierpienia fizyczne mniej są dotkliwymi od cierpień moralnych, czego i to dowodem, że zbrodni samobójstwa prawie nigdy nie dopuszcza się człowiek z innych powodów, jak z cierpień wewnętrznych, cierpień moralnych.
Następnie wiemy i o tym, że większa lub mniejsza dotkliwość cierpień moralnych, zależy głównie od większej lub mniejszej w nas czułości na takowe, od większej lub mniejszej wrażliwości umysłu, wyobraźni, serca: słowem, od żywszego uczucia, od delikatniejszej natury, i od bardziej rozwiniętych przymiotów moralnych. To, co osobę z natury zimną, obojętną, nieczułą zaledwie dotknie, zaledwie jakąś przykrość jej zada, to dla osoby bardzo czułej, wrażliwej, biorącej wszystko do serca, będzie źródłem ciężkiej boleści.
Otóż, natura Przenajświętszej Panny była, po Naturze Pana Jezusa, najdoskonalszą. A stąd żywość Jej uczucia, Jej wyobraźni, Jej wrażliwości, była nadzwyczajną, a odpowiedną Jej płci, w której takowe usposobienie w ogólności jest silniejsze aniżeli w płci męskiej.
Prócz tego w wewnętrznych, moralnych Cierpieniach Maryi, były i cierpienia jakby fizyczne. W Męczeństwie Swej Duszy przebywała niejako i Męczeństwa na Ciele. Całe bowiem Człowieczeństwo Pana Jezusa, cała Jego Natura ludzka, to jest Jego Przenajświętsze Ciało i Jego Krew Przenajdroższa, pochodziły z Maryi i z Niej tylko jednej bez udziału męża. Ciało więc Zbawiciela całe urobione, ukształtowane Cudem Boskim z najczystszych kropli Jej własnej Krwi, było jakby Jej własnym Ciałem, w które przyoblekł się był Syn Boży. A stąd męki zadawane Ciału Pana Jezusowemu Marya odczuwała i z tego już powodu jakby Jej własnemu Ciału zadawane. A tak w Jej cierpieniach wewnętrznych, moralnych, było i coś jakby z cierpień fizycznych, a wszystko to podnosiło Jej Boleści do stopnia niezrównanego i nadawało im odrębne cechy.
Wreszcie z tego, że Cierpienia Maryi były to Cierpienia tylko wewnętrzne, tylko moralne, wynikała i ta wielka różnica jaka zachodzi pomiędzy Jej Męczeństwem, a męczeństwem wszystkich innych Męczenników, a różnica wykazująca także jak dalece Męczeństwo Matki Bożej było większym, cięższym, sroższym od męczeństw wszystkich innych Wyznawców Wiary.
Każdy bowiem z nich, chociażby najcięższe przebywał katusze na ciele, najcięższe cierpienia zewnętrzne, wewnętrznie nie tylko nic nie cierpiał, moralnych cierpień nie tylko nie doznawał, lecz przeciwnie, opływał zwykle w tak nadzwyczajne wewnętrzne pociechy, że one stłumiały w nim uczucie cierpień zewnętrznych, wśród których widziano ich nie tylko swobodnymi, lecz pełnymi wesela i radości.
Z Przenajświętszą zaś Panną wprost przeciwnie się działo. Ona na Ciele nie cierpiała, Jej Niepokalanego Ciała nie katowano i na krzyżu nie rozpięto, ani kropli Krwi nie przelała. Lecz za to Jej Cierpienia moralne, katusze Jej Duszy i Jej Serca, Jej Męki wewnętrzne były tak straszne, tak ciężkie, tak długie i tak gwałtowne, że jak u zwykłych Męczenników, ich pociechy wewnętrzne unieczulały ich ciała na zadawane im katusze, tak tu znowu wewnętrzne Męki Maryi musiały się odbić na Jej Niepokalanym Ciele, i zadawać Jej Cierpienia zewnętrzne, fizyczne. Przypuszczać nawet można, że były one tak wielkie, że już od nich samych mogłaby była umrzeć, gdyby Ją Pan Bóg Cudem ciągłym przy życiu nie zachowywał, obdarzając wyjątkową zdolnością cierpienia, wyjątkową możnością przetrwania takich jakich by nikt bez cudu przeżyć nie był w możności.
Inną znowu odrębną cechą Boleści Przenajświętszej Panny było to, że one brały swoje źródło i potęgowały się Jej najzupełniejszym jakie tylko wyobrazić sobie możemy zjednoczeniem z Panem Jezusem. Serce Jej biło niejako w Sercu Pana Jezusa, Piękno Pana Jezusa, Jego Boskość wywodziły, że się tak wyrażę, Maryę z Niej Samej i jakby przenosiły w Pana Jezusa, tak iż Ona już nie w Sobie, lecz cała w Nim żyła. Ona Jego uczuciami czuła, Jego myślami myślała, Jego smutkami się smuciła, Jego radością weseliła.
Przedziwne rzeczy piszą o zjednoczeniu Świętych z Panem Bogiem, lecz nie było nigdy zjednoczenia podobnego zjednoczeniu Pana Jezusa z Maryą. Zjednoczenia tego, zlania się, zespojenia z niczym porównać nie można, było ono w swoim rodzaju jedynym i chyba porównać by je można, właściwą zachowując Wiarę, z tajemniczym przewyższającym pojęcie ludzkie zjednoczeniem Boskich Osób Trójcy Przenajświętszej. Gdy wtedy Marya żyła bardziej tym Życiem Swoim w Panu Jezusie, aniżeli własnym Życiem; albo dokładniej mówiąc, gdy to Życie poza Nią, to Życie w Panu Jezusie było dla Maryi bardziej wewnętrznym, bardziej rzeczywiście Jej własnym Życiem, aniżeli Jej fizyczne życie, - a więc nadawało to Jej Boleściom, spowodowanym cierpieniami Pana Jezusa, jedną z ich cech odrębnych, najbardziej uwyraźniających srogość Jej Boleści.
Są cierpienia ludzkie mające słabe, nadzwyczaj słabe podobieństwo z Boleściami Maryi. Tym jest na przykład strapienie wdowy tracącej jedynego ukochanego syna, a to gdy tylko co do wieku męskiego przychodził i całą był nadzieją matki, całym jej wsparciem, całą jej pociechą i jedynym szczęściem. Ale czyż kiedy jaka matka mogła w synu swoim znaleźć to wszystko, czym Pan Jezus był dla Maryi? A więc czyż boleść jakiej matki chociażby najprzywiązańszej po stracie syna chociażby najgodniejszego matczynej miłości, może się porównać z Boleściami Maryi i po stracie Pana Jezusa i jeszcze wprzód przy Jego Męce i okrutnej Śmierci doznanymi?
Odrębną także cechą Boleści Maryi było i to, że chociaż zachodziła w nich wielka rozmaitość, to jednakże ponieważ były to cierpienia moralne, wewnętrzne, więc skupiały się one w jedno miejsce, zadawały męki tylko Jej Sercu. A przy tym nie było nic takiego co by w doznawanych przez Nią strapieniach jakowe chociażby chwilowe roztargnienie sprawiało.
Gdy barbarzyńskie narzędzia katuszy zadawanych Męczennikom, przenosiły się od jednej części ich ciała do drugiej, była w tej kolejnej przemianie niejaka ulga. A także mogliśmy i na nas samych doświadczyć, jak wzmaga się cierpienie, gdy się w jednym jakim członku ciała obsadza, a zwłaszcza gdy trwa przez czas długi. Cierpienie tego rodzaju daleko nieznośniejszym jest od cierpień przechodzących z jednego miejsca na drugie, chociażby ich napady były bardzo gwałtownymi. Umiejscowanie się bólu, już przez to samo czyni go trudniejszym do przeniesienia.
Obok zaś tego, rozmaitość Boleści Maryi była prawie nieskończoną. Obie Natury Pana Jezusa: Jego Natura Boska i Jego Natura ludzka, spowodowywały niedającą się obliczyć rozmaitość w Jej Cierpieniach; mnożyły bez końca ich powody nad wszelką miarę i zwiększały ich gorycz. Cierpienia zewnętrzne doznane przez Pana Jezusa podczas Męki Jego, uciski wewnętrzne jakie na Siebie dopuścił, ostateczne poniżenie któremu się poddał, wszystkie straszne szczegóły Jego Śmierci najokrutniejszej, najcięższej jaka kiedy kogo spotkała — wszystko to stanowiło bezdenną otchłań rozmaitości w Boleściach Maryi.
Z drugiej zaś strony, nie było nic takiego, co by w jakikolwiek sposób mogło było oderwać Jej myśli od tego, co cierpiała i przez to chociażby chwilową niejaką ulgę Jej przynieść. Wszystkie Jej uczucia pochłonięte były Panem Jezusem; nie było w Jej Miłości żadnego podziału. Dwie Miłości Najświętsze i najsilniejsze jakie ogarnąć mogą serce najczystsze: Miłość Pana Boga i Miłość Macierzyńska, dla Niej miały jeden i ten sam Przedmiot. Nie było żadnej innej miłości która by Jej Boleści, z tamtych Miłości wypływających jeśli nie ulgę, to przynajmniej chwilowe oderwanie się od nich przynieść mogła, jak to się w zwykłych strapieniach ludzkich przydarza. Przywiązana małżonka traci na przykład męża, cała boleść owdowienia przygniata jej serce. Lecz oto pozostała z tego drogiego jej związku dziecina odzywa się w kolebce, kwili i domaga się piersi lub innych pomocy matki, i jak głos anioła, na krótką przynajmniej chwilę robi jej tak potrzebne zbolałemu sercu roztargnienie. Lecz cóż Maryę oderwać mogło od Jej Boleści, co Ją zająć chociażby na chwilę tak, aby nie była cała w Panu Jezusie cierpiącym, lub nie tęskniła za Nim straconym? Ostrze mieczów przeszywających Jej Serce nigdy się nie tępiło; wtłaczanie się ich było bezustanne a coraz okrutniejsze.
Ale na tym nie koniec. Nie tylko Marya nie miała innego Przedmiotu Miłości, innych jakich obowiązków Ją obarczających, innego jakiego upodobania które by mogło sprawić chociażby na najkrótszą chwilkę roztargnienie w Jej nieszczęściu; lecz nawet wszystko to, co z samej natury rzeczy powinno było przynieść ulgę Jej Cierpieniom, służyło tylko do ich wzmagania w najwyższym stopniu. Nieograniczona Dobroć Boskiego Jej Syna zaostrzała w sposób szczególny każdy z grotów przeszywających Serce tej Przenajświętszej Matki. Świętość Pana Jezusowa czyniła Śmierć Jego tak okropną! Miłość Zbawiciela ku Maryi, Miłość, która była dla Niej więcej jak pociechą, bo była już tu na ziemi szczęściem niebieskim, Miłość ta najokrutniejszymi czyniła Jej cierpienia. Gdyby Marya mniej była miłowała Pana Jezusa, albo gdyby Pan Jezus mniej miłował był Maryę, Boleści Jej nigdy nie byłyby doszły do tego stopnia, wszelkie ludzkie pojęcie przechodzącego. To co w każdej z Jej Boleści przechodziło wszelką miarę, było właśnie spowodowane wzajemną Miłością Pana Jezusa i Maryi.
Ale czyż Boskość Pana Jezusa, czyż to, że Najdroższy Syn Jej będąc Człowiekiem był zarazem i Bogiem, nie będzie osłodą w Cierpieniach Maryi? Bo ileż to serc najsrożej strapionych, ileż dusz upadających pod ciężarem największych boleści, znajdowało w tym właśnie Dogmacie naszej Świętej Wiary, źródło niewyczerpanych pociech, oświeceń i zachęceń do cierpliwego znoszenia chociażby największych nieszczęść! Dla iluż to tysięcy dusz, pamięć na tę Prawdę naszej Wiary, uciszała najgwałtowniejsze burze serca przeszytego jaką nadzwyczajną boleścią, obdarzała wewnętrznym niewymownym spokojem, kiedy zdawało się, że wszystko powinno było zamącić umysł i do rozpaczy przywieść. Czyż więc pamięć na Boskość Pana Jezusa niczym będzie dla Maryi wśród Jej Boleści, gdy taką jest pociechą dla każdej innej duszy strapionej? Niczym? O! daleko od tego! To, że Marya wie o tym lepiej jak ktokolwiek inny, że Pan Jezus jest Bogiem i że wierzy w to wiarą silniejszą od wiary wszystkich, którzy za Nią życie oddali — to dla Niej niczym być nie mogło, tylko że wprost przeciwnie: jak dla wszystkich innych, jest to najwyższą pociechą, tak dla Niej będzie to nowym powodem; a najsilniejszym najcięższych właśnie cierpień. Albowiem Boskość Pana Jezusa, to że Syn Jej był zarazem i Bogiem Jej, podnosiła Jej Miłość Macierzyńską do stopnia jakby nieograniczonego, z żadną inną chociażby najprzywiązańszej matki miłością porównać się nie dającego. A że im silniej Marya miłowała Pana Jezusa tym cięższymi musiały być Jej Boleści doznane z powodu tego, co On cierpiał; — więc właśnie Boskość to Pana Jezusa, jako do najwyższego stopnia rozżywiającą, w Niej Miłość Macierzyńską, była dla Niej najsilniejszą pobudką i głównym źródłem morza goryczy zalewającego Jej Serce.
Współczucie drugich w cierpieniach jakich doznajemy, przynosi nie masz wątpliwości wielką w nich ulgę, i bądź co bądź napotyka się ono dość często, nawet i na tej biednej ziemi, siedzibie zimnego samolubstwa. Lecz gdzież Marya znaleźć mogła współczucie dla Swoich Boleści? Jedna tylko była istota na świecie, która mogła Ją zrozumieć, a Ten to właśnie Swoimi cierpieniami zadawał Jej Boleść. To też raczej to Ona Sama współczuła z Jego cierpieniami, aniżeli żeby w Swoich własnych Cierpieniach szukać mogła była współczucia u Niego. A przecież współczucie, żeby istotną cierpiącemu przynosiło ulgę, potrzeba, aby pochodziło od osoby zdolnej to jego cierpienie dokładnie ocenić, i dobrze znającej serce, któremu swoją litością przynieść chce pociechę. Lecz gdy w Panu Jezusie nie mogła Marya znaleźć pociechy współczucia, któż inny mógł tak znać Ją i oceniać Jej Boleści, żeby współczuciem w nich pokrzepić Ją na duchu? Świętego Józefa, który po Panu Jezusie znał Ją najlepiej, który niektóre Jej Boleści podzielał i współczuciem swym łagodził, wtedy gdy one właśnie stały się najsroższymi, nie było już przy Niej, nie było na ziemi. Święty Jan będąc przypuszczony do Tajemnic Serca Pana Jezusowego, pewnie wtajemniczonym był więcej jak kto inny i w Serce Maryi. Lecz podczas Jej największych Cierpień i On sam największych potrzebował pociech, i takowe nie On przynosił Matce Bolesnej, lecz sam u Niej ich szukał i Jej Opieką wsparty, jeden z pomiędzy Uczniów Pańskich, nie odstąpił Go pod krzyżem. Magdalena jeszcze bardziej nie mogła współczuciem z Maryą przynieść Jej ulgi, bo sama nieutulona w żalu za Boskim i ukochanym Mistrzem swoim, do Maryi się tuliła i od Niej czerpała męstwo i cierpliwość.
Kiedy więc Matka Boża, ze wszystkimi już siedmio mieczami Swoich Boleści wtłoczonymi w Jej Duszę, w wieczór Wielkopiątkowy wracała do Jerozolimy od Grobu Pańskiego — ujrzała się tak osamotnioną na ziemi, tak pozbawioną wszelkiej od ludzi pociechy, jak to żadną inną duszę, wśród najsroższych Jej Cierpień, nigdy nie spotkało i spotkać nie może. Świat stał się był dla Niej najsmutniejszą pustynią, na której nie było serca które by godnie Jej cierpienia ocenić i zrozumieć mogło, a przez to współczuciem przynosić niejako w nich ulgę. Zamknąć się więc w nich musiała, a któż nie wie, jak takowe osamotnienie serca strapionego, cierpienia jego wzmaga i trudnymi do przeniesienia czyni.
Takimi więc są odrębne cechy Boleści Maryi, odróżniające je i wynoszące ponad wszelkie tego rodzaju cierpienia ludzkie. A cóż dopiero powiedzieć o tym, co stanowiło ich główną cechę, a tą była niezachwiana cierpliwość i niezachwiany wewnętrzny spokój, z jakim je przenosiła. Najdoskonalsze poddanie się Woli Pana Boga wyrażone przez Nią tymi słowy wyrzeczonymi do Anioła w chwili Zwiastowania: Oto Ja Służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego (Łuk. 1, 38), było od owej chwili już ciągłym stanem Jej Duszy. We wszystkich Boleściach Swoich, nie wyłączając i doznanych pod krzyżem, poddawała się Marya Woli Pana Boga jak najdoskonalej, a stąd w miarę jak wzmagały się Jej Cierpienia, wzmagała się i Jej nadludzka cierpliwość. Wewnętrzny Jej spokój, wśród najstraszniejszych Boleści, podobny był do ciszy panującej w głębiach oceanu, gdy gwałtowna burza miota rozhukane fale na jego powierzchni. Stąd też zrozumieć powinniśmy, jak niewłaściwymi są wizerunki Matki Bolesnej, przedstawiające Ją albo z załamanymi rozpacznie rękami, albo omdlewającą i odchodzącą od zmysłów, albo chociażby z wyrazem na twarzy płaczliwym, a więc wykrzywiającym jej nad Anielskie rysy, i zacierającym ten wyraz spokoju wewnętrznego, który musiał malować się i na Jej Obliczu.
Kiedy Sam Duch Święty chce nakreślić nam wizerunek Matki Bolesnej, jednego tylko używa do tego wyrazu: Stała. Mówiąc bowiem o obecności Przenajświętszej Panny pod krzyżem, to jest mówiąc o chwili kiedy Jej Boleści do najwyższego już swego szczytu doszły były, Ewangelia Święta powiada: STAŁA pod krzyżem Jezusa Matka Jego (J 19, 25). Nie powiedziano tam, że płakała, nie powiedziano że od zmysłów odchodziła, nie powiedziano, że omdlewała, co każdą inną matkę pewnie spotkać by w takim razie mogło, lecz powiedziano że: Stała. A ten jeden wyraz przez Samego Ducha Świętego natchniony, jakże wiele oznacza! wyraża on właśnie tę stałość niezachwianą, to męstwo nadprzyrodzone, tę cierpliwość wszelkie nasze wyobrażenie przechodzącą, która Boleściom Maryi nadawała odrębną, właściwą i główną im cechę. Ona to bowiem, ta Jej cierpliwość nadludzka, dawała Jej nadludzkie siły do zniesienia cierpień od których bez cudownej tej pomocy umrzeć by musiała była. Cierpliwość Maryi była najwierniejszym odbiciem, najwierniejszym naśladowaniem cierpliwości Pana Jezusa, i tego Jej wewnętrznego usposobienia, trzeba nam ile możności nie tracić z Oczów, rozpamiętując Jej Boleści.
UCZCZENIE MATKI BOSKIEJ BOLESNEJ.
Uczcijmy Siedem Boleści Najświętszej Maryi Panny modlitwą Św. Bonawentury oraz Koronką i Litanią do Matki Boskiej Bolesnej:
Koronka do Siedmiu Boleści Matki Boskiej.
Źródło: Arka pociechy 1880
V. Boże! wejrzyj ku wspomożeniu mojemu.
R. Panie! pośpiesz ku ratunkowi mojemu.
V. Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu.
R. Jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.
Użalam się nad Tobą, O Matko najboleśniejsza, dla tego smutku, który ogarnął Serce Twe najczulsze w chwili proroctwa Świętego Starca Symeona. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tak zasmucone, uproś mi cnotę pokory i dar Świętej Bojaźni Bożej.
Ave Maria Doloribus plena, Crucifixus tecum, lacrimabilis tu in mulieribus et lacrimabilis Fructus Ventris Tui, Iesus.
— Sancta Maria, Mater Crucifixi lacrimas impertire nobis crucifixoribus Filii Tui, nunc et in hora mortis nostrae. Amen.
Zdrowaś Maryo, Boleści pełna, ukrzyżowany z Tobą, najboleśniejsza między niewiastami i bolesny Owoc Żywota Twojego, Jezus.
— Święta Maryo, Matko Ukrzyżowanego, módl się za nami krzyżującymi Syna Twojego, i wyjednaj nam łzy pokuty teraz i w godzinę śmierci naszej naszej. Amen.
100 dni odpustu za każdy raz pozwolił Pius IX dnia 23 Grudnia 1847r.
Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tej trwogi, która przejmowała Twe Serce najtkiwsze w ucieczce do Egiptu i w czasie Twego tam pobytu. O Maryo najmilsza! przez Serce Twoje tak zatrwożone uproś mi litość względem ubogich i dar pobożności.
Zdrowaś Marya.
Użalam się nad Tobą, o Maryjo najboleśniejsza, dla tej tęsknoty, w jaką popadło Twe najtroskliwsze Serce czasu zgubienia drogiego Jezusa Twojego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje taką tęsknotą ściśnione, uproś mi cnotę czystości i dar umiejętności.
Zdrowaś Marya.
Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tej boleści, którą jęknęło Macierzyńskie Serce Twoje w spotkaniu Jezusa Krzyż dźwigającego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tak pełne miłości a tak rozbolałe, uproś mi cnotę cierpliwości i dar mocy.
Zdrowaś Marya.
Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tego męczeństwa, którego doznało mężne Serce Twoje patrząc na konanie ukochanego Syna Twego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tak współ umęczone, uproś mi cnotę wstrzemięźliwości i dar dobrej rady.
Zdrowaś Marya.
Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tej Rany, które litościwemu Sercu Twemu zadało uderzenie włócznią w Serce Syna Twego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tak okrutnie przeszyte uproś mi cnotę miłości bliźniego i dar rozumu.
Zdrowaś Marya.
Użalam się nad Tobą, o Matko najboleśniejsza, dla tego ostatniego ciosu, który wytrzymało Serce Twe najmiłosierniejsze w chwili pogrzebu Jezusa Syna Twego. O Matko najmilsza! przez Serce Twoje tą ostatnią boleścią do szczętu złamane, uproś mi cnotę pilności i dar mądrości.
Zdrowaś Marya.
Litania o Siedmiu Boleściach Najświętszej Maryi Panny
Źródło: Wianek różany 1853
Kyrie elejson! Chryste elejson! Kyrie elejson!
Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
Ojcze z Nieba Boże, zmiłuj się nad nami!
Synu Odkupicielu świata, Boże,
Duchu Święty Boże,
Święta Trójco Jedyny Boże,
Święta Maryo, Matko Bolesna, módl się za nami!
Święta Maryo, Któraś nie znalazła miejsca w gospodzie,
Święta Maryo, Któraś zmuszona była szukać przytułku w stajence,
Święta Maryo, Któraś Twego Pierworodnego w żłóbku złożyła,
Święta Maryo, Któraś krwawemu Obrzezaniu Syna Twojego obecną była,
Święta Maryo, Której powiedziano, że Syn Twój położon jest na znak, któremu sprzeciwiać się będą,
Święta Maryo, Której wyprorokowano, że duszę Twą własną miecz boleści przeszyje,
Święta Maryo, Któraś z Synem do Egiptu uchodzić musiała,
Święta Maryo, Któraś rzezią niewiniątek przerażoną była,
Święta Maryo, Któraś dwunastoletniego Syna Twego w Jeruzalem zgubionego przez trzy dni żałośnie szukała,
Święta Maryo, Któraś ciągle na nienawiść żydów ku Synowi Twemu patrzała,
Święta Maryo, Któraś Męki i Śmierci Syna Twojego obraz bezustannie w sercu nosiła,
Święta Maryo, Któraś w dniu Ostatniej Wieczerzy Syna do Jeruzalem na Mękę idącego ze smutkiem pożegnała,
Święta Maryo, Któraś Mękę Ogrójcową i krwawy pot Syna Twojego na modlitwie wylany, Sercem Matki przeczuwała,
Święta Maryo, Któraś o Synu przez Judasza zdradzonym, a powrozami skrępowanym, z Ogrójca wiedzionym wieść odebrała,
Święta Maryo, Któraś Syna jakoby złoczyńcę przed sąd kapłanów stawionego widziała, Któraś na Syna fałszywych świadków zeznania słuchała,
Święta Maryo, Któraś okrutny policzek przez Najdroższego Syna Twojego odebrany na Sercu uczuła,
Święta Maryo, Któraś obelgi od żydów i żołnierzy na Syna Twego bezbożnie miotane słyszała,
Święta Maryo, Któraś Syna biczami sieczonego i cierniem koronowanego ujrzała,
Święta Maryo, Któraś bezbożny, a haniebny wyrok śmierci na Syna Twego wydany słyszała,
Święta Maryo, Któraś Syna Twego Krzyż niosącego spotkała,
Święta Maryo, Któraś łoskotu przybijania gwoźdźmi Rąk i Nóg Syna Twojego słuchała,
Święta Maryo, Któraś ostatnie słowa Syna Twojego na Krzyżu do Serca przyjmowała,
Święta Maryo, Któraś konaniu Syna Twojego obecną była,
Święta Maryo, Któraś zmarłe Ciało Syna Twojego z Krzyża zdjęte na Macierzyńskie Łono Swoje przyjęła,
Święta Maryo, Któraś od grobu Syna Twojego cała zbolała do domu wracała,
Święta Maryo, Królowo Męczenników,
Święta Maryo, Zwierciadło wszystkich utrapień,
Święta Maryo, Morze goryczy,
Święta Maryo, Opiekunko bolejących,
Święta Maryo, Wspomożycielko stroskanych,
Święta Maryo. najszczodrobliwsza pocieszycielko chorobą złożonych,
Święta Maryo, mocy najpotężniejsza słabych,
Święta Maryo, pewna Ucieczko grzeszników,
Przez okrutną mękę i śmierć Syna Twojego, wybaw nas, o Królowo Męczenników.
Przez najcięższe Boleści Serca Twojego,
Przez największe smutki i utrapienia Twoje,
Przez straszne uciski Twoje,
Przez łzy i łkania Twoje,
Przez wszystkie Macierzyńskie współubolewania Twoje,
Przez przemożne pośrednictwo Twoje,
Od niepomiarkowanego smutku, Zachowaj nas, o Matko Najboleśniejsza.
Od upadku na duchu,
Od trwożliwego umysłu,
Od niechętnego znoszenia wszelkich cierpień,
Od rozpaczy i braku nadziei w Miłosierdziu Bożym,
Od wszelkiej okazji i niebezpieczeństwa zgrzeszenia,
Od sideł szatańskich,
Od zatwardziałości serca,
Od ostatecznej niepokuty,
Od nagłej i niespodziewanej śmierci,
Od potępienia wiecznego,
My grzeszni Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Matko!
Abyś nas w wierze prawdziwej, nadziei i miłości Świętej Opieką Twoją utrzymywać raczyła, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Matko.
Abyś nam u Syna Twojego za grzechy nasze doskonałą skruchę i pokutę wyjednać raczyła,
Abyś wzywającym Cię, pociechę i ratunek Twój udzielać raczyła,
Abyś nas w chwili konania wspierać najszczególniej raczyła,
Abyś nam w stanie łaski zejście ze świata tego wyjednać raczyła,
O Matko Boska, pełna Łaski, Ciebie prosimy, wysłuchaj nas.
Matko najboleśniejsza, Ciebie błagamy, zmiłuj się nad nami.
Baranku Boży, któryś wobec Matki Twojej przez trzy godziny na Krzyżu wisiał przez boleści tejże Matki Twojej w ten czas doznane, przepuść nam Panie.
Baranku Boży, któryś wobec Matki Twojej Bogu Ojcu Ducha oddał, przez boleści tejże Matki Twojej w ten czas doznane, wysłuchaj nas Panie.
Baranku Boży, któryś wobec Matki Twojej z Krzyża nieżywy zdjęty, na Jej Łono złożony został, przez boleści tejże Matki Twojej w ten czas doznane, zmiłuj się nad nami!
Chryste, usłysz nas! Chryste, wysłuchaj nas!
Kyrie elejson! Chryste elejson! Kyrie elejson!
Ojcze nasz… Zdrowaś Marya… Chwała Ojcu…
V. Módl się za nami Matko najboleśniejsza.
R. Teraz i w godzinę śmierci naszej.
V. Panie! wysłuchaj modlitwy nasze.
R. A wołanie nasze niech do Ciebie przyjdzie.
V. Módlmy się: Niech raczy wstawić się za nami, prosimy Panie Jezu Chryste, teraz i w godzinę śmierci naszej do miłosierdzia Twojego, Błogosławiona Marya Panna, Matka Twoja, której Przenajświętszą Duszę w chwili Męki i Śmierci Twojej miecz boleści przeszył. Przez Ciebie Jezu Chryste, Zbawco świata, który z Ojcem i Duchem Świętym żyjesz i królujesz, Bóg po wszystkie wieki wieków.
R. Amen.
Zapraszamy na pozostałe inne bogate w treści teksty na naszą stronę Salve Regina - Witaj Królowo oraz do subskrypcji naszego newslettera oraz naszych kanałów społecznościowych.
© salveregina.pl 2024